Złoty piec ze Szczecina

24 grudnia 2003
Piec ten "odkryłem" na aukcjach internetowych portalu Allegro. Aukcja nie została rozstrzygnięta, ponieważ nie została osiągnięta cena minimalna. Jednak kontakt z właścicielem sprawił, że szybko dogadaliśmy się. Po kilku dniach byłem już w Szczecinie gotowy do rozebrania pieca i przewiezienia do Dębian. Jedną noc zajęło mi dojechanie na miejsce, potem 15 godzin rozbierania i kolejna noc w drodze powrotnej.

Gdy wszedłem do pokoju, w którym stał piec, chwilę stałem oniemiały przyglądając się temu dziełu sztuki użytkowej. Piec był bardzo wysoki, miał 3 metry wysokości, robił wielkie wrażenie, gdy człowiek stał przy nim. Zapłaciłem za piec i od tej chwili było już moim zmartwieniem, jakie będą skutki rozbiórki pieca, czy uda mi się rozebrać go z jak najmniejszymi stratami, czy też kafle będą mi rozsypywać się w rękach.

Piec rozbierałem 5 grudnia 2003. Pracę zacząłem od zrobienia fotografii pieca i naklejenia na kafle nalepek z kolejnymi numerami, składającymi się z dwóch cyfr, np. 4-6. Pierwsza oznaczała numer warstwy kafli licząc od dołu, a druga numer kafla w warstwie licząc od lewej strony pieca.

Niżej przedstawione są zdjęcia pieca z aukcji. Można obejrzeć je w powiększeniu.


Piec w całej okazałości Złota korona pieca Ozdobny kafel w środkowej części pieca Górna część pieca

Piec posiada motywy wodne - roślinność wodna, ryby, jakieś fantazyjne stworzenie z wodorostów. Białe kafle są pokryte glazurą, pozostałe nieszkliwione, ale malowane farbą - złotą i siwą. Na szkliwionych kaflach brak jest charakterystycznej dla używanych kafli siateczki drobnych pęknięć szkliwa.
 
Zębaty stwór z wodorostów Ryby w koronie pieca

Piękne, duże drzwiczki widoczne na zdjęciach są tylko osłoną właściwych drzwiczek do paleniska i popielnika. Widoczne są one na zdjęciu poniżej. Rozwiązanie to jest korzystne ze względu na małe dzieci, które są przy takim piecu bezpieczne, nie poparzą się dotykając drzwiczek. Piec był określony przez właściciela jako "paliwożerny". Podczas rozbierania okazało się, że nie ma w nim ani kawałka cegły szmotowej, co tłumaczy jego właściwości. W piecu gorące powietrze wędrowało pionowymi kanałami, które można zobaczyć na zdjęciu zrobionym po zdjęciu górnej warstwy pieca.
 
Wewnętrzne drzwiczki pieca Dolna część pieca Wnętrze pieca - widok po zdjęciu korony

Piec rozbierałem tylko przy użyciu śrubokręta, co wywołało zdziwienie właściciela. Ale po zakończeniu pracy przekonał się, że takie narzdzie jest wystarczające. Rozbieranie obyło się bez strat. Kafle były w dość dobrym stanie pomimo tego, że piec ma już co najmniej 60 lat, a niewykluczone, że nawet około 100. Nieliczne, wcześniej uszkodzone kafle nie sprawią żadnego kłopotu przy odbudowie pieca. Usuwanie starej gliny z wnętrza kafli poszło stosunkowo łatwo. Właściciel pieca z dużym niedowierzaniem patrzył na mój samochód - VW caravelle, wątpiąc w to, czy ten potężny piec uda mi się przewieźć takim samochodem. Jednak w trakcie rozbiórki przekonał się, że do przewiezienia są tylko kafle, że całe wnętrze pieca to niemal sama pustka. Kafle zostały dokładnie popakowane w kartony, poprzekładane kawałkami tektury, aby w trakcie jazdy nie stykały się ze sobą, aby nie poszczerbiły się obijając się o siebie.

Droga powrotna z piecem była dość trudna. Przede mną było prawie 500 kilometrów, nocą, w czasie silnej wichury, na początku około dwie godziny w czasie ulewy. Później deszcz stał się spokojniejszy, a ostatnich sto kilkadziesiąt kilometrów po drodze zasypanej świeżym śniegiem. Drobna nieostrożność i można było wylądować w rowie niszcząc kruche i delikatne kafle. Wszystko jednak udało się dowieźć do Dębian bez strat.


Cudo to będzie wkrótce ozdobą pokoju "gościnnego". Poza tym będzie spełniało właściwą dla niego rolę - będzie ogrzewało pokój. Nie zamierzam oszczędzać na cegłach szamotowych i będzie w nim tyle cegły, ile będzie trzeba, aby dobrze akumulował ciepło i nie tylko zdobił. Tajemniczy wodny świat przedstawiony na kaflach będzie pobudzał wyobraźnię niejednej osoby nocującej w tym pokoju i sprawiał, że niecodzienny urok Dębian będzie wzbogacony o kolejne wrażenia.