Biblioteka południowa

Data modyfikacji: 19 października 2022

Pomieszczenie to od zakończenia wojny pełniło rolę kuchni. Część ścian pokryta jest ceramicznymi płytkami ściennymi. Pierwotnie był to pokój i taką funkcję przywróciłem temu pomieszczeniu. Ostatani właściciele w kuchni zrobili częściowo obniżony sufit i na nowo postawili piec kuchenny. Pokój został pomalowany w dość odważny i ciekawy sposób, choć może nie do końca pasujący do zabytkowych pomieszczeń. Także stare, drewniane okna w jeszcze dobrym stanie zostały zastąpione plastikowymi, których w takim domu nie powinno być. Laminowane parapety, które wstawione zostały w miejsce drewnianych, zrobione z płyty wiórowej, dość szybko zaczęły się rozpadać. Podłoga została pokryta panelami podłogowymi. Pokój będzie pełnił rolę biblioteki z podręcznym księgozbiorem, w którym będą książki bardzo stare i cenne. Do umeblowania pokoju wykorzystane są bardzo stare, szacowne meble. Można też nocować w tym pokoju. Znajduje się w nim kanapa, na której można siedzieć jak i spać.

Prace planowane w pokoju.
1. Usunięcie paneli podłogowych i odsłonięcia drewnianej podłogi.
2. Usunięcie kafelków ze ścian.
3. Wymiana okien plastikowych na drewniane.
4. Wymiana parapetu z płyty wiórowej na drewniany.
5. Całkowita wymiana instalacji elektrycznej.
6. Usunięcie obniżonego sufitu i pomalowanie pokoju na biało.
7. Rozbiórka brązowego pieca i postawienie zabytkowego pieca pokojowego narożnego lub prostokątnego.

Maj 2019. Zimą pokój ten wykorzystywałem do przechowywania roślin w doniczkach, które są wrażliwe na mróz i nie mogły spędzać zimy na zewnątrz.



Lipiec 2019. Pokój przez jakiś czas pełnił dwie funkcje - magazynu na kafle do pieca kuchenno-łazienkowego i przytulisko dla młodych kotów.









Kotom plastikowe okna i parapety z płyty wiórowej najwyraźniej nie przeszkadzały. Ważne, że było słońce.


Przez długi okres czasu w kilku miejscach przeciekał dach. Stało się to widoczne na obniżonym suficie. Jakoś nie żal mi było tych płyt gipsowo-kartonowych, bo i tak planowałem się ich pozbyć. Bardziej cierpiałem widząc jak niszczeją wartstwy ocieplające na stropie. Łatanie dachu i tak nic nie dawało. Była chwila poprawy, a po jakimś czasie znów ciekło. Podcza remontu dachu okazało się,  co przykrywało ten dach - była to miejscami 6-centymetrowej grubości warstwa pap i lepiku. Przez ponad 100 lat tylko były dokładane kolejne warstwy papy i lepiku. Miejscami były bardzo głęboko spękane i zalepienie tych dziur było kompletnie nieskuteczne. Woda zawsze znalazła dla siebie jakieś szczeliny.