Cmentarz rodzinny w parku


21 listopada 2005

Park porośnięty jest wysokimi, starymi drzewami, pod którymi panuje półmrok. Jest tam miejsce, gdzie w poszyciu dominuje barwinek i bluszcz. Gdy jednak dobrze się przyjrzeć, to można zauważyć kawałki ciosanego granitu, niektóre z umocowanymi w nich kawałkami metalu. Są to pozostałości żeliwnych krzyżów. Tylko tyle pozostało z dawnego rodzinnego cmentarza dawnych mieszkańców dworu. Żeliwo zostało zrabowane w 1985 roku.

Tak było do lipca 2004 roku. Kamila pewnego dnia powiedziała mi, że na cmentarzu pojawił się jakiś żelazny krzyż. No i rzeczywiście, był to fragment starego krzyża, z połowy XIX wieku. Po odczyszczeniu krzyża udało się odczytać napisy. Nareszcie zobaczyłem, jak prawidłowo pisane jest nazwisko dawnych mieszkańców dworu. Wiem już, kto chodził po tych pokojach, które ja teraz użytkuję. Ślady wokół krzyża wskazywały, że ktoś go odgrzebał spod cienkiej warstwy ziemi. Dalsze poszukiwania doprowadziły mnie do kolejnego krzyża całkowicie zakopanego pod ziemią. Odgrzebywanie go było dość męczące - krzyż był wielki, a do tego był wrośniety w korzenie brzozy. Dopiero młotek i przecinak uwolniły go. Ten krzyż był już młodszy.

Louis Benjamin Steppuhn geb.d. 30 August 1792, gest.d. 13 October 1855

cmentarz
krzyż

Walther Eugen Steppuhn geb. 21 Jull 1862, gest. 28 Marz 1901

cmentarz
krzyż
krzyż



Kilkanaście miesięcy później...

Listopad 2005 roku. W czasie przechadzki po parku zajrzeliśmy na cmentarz. Moje obawy potwierdziły się. Jeden z krzyżów zniknął, ten starszy. Pozostała złość i żal, że przepadł kolejny kawałek historii Dębian, ślad po człowieku, który mieszkał we dworze. Wróciliśmy z przechadzki w ponurym nastroju.

Tydzień później podczas wybierania śmieci z krzaków zobaczyłem znajome kształty. Był to potłuczony na kawałki krzyż, który zniknął z cmentarza, przygotowany do wywiezienia na złom. Niestety, część elementów gdzieś już przepadła i nie da się złożyć tego w całość.





Po następnym tygodniu...


W następnym tygodniu po znalezieniu szczątków krzyża, wśród przemarzłego zielska znalazłem brakującą dalszą część, zawierającą większość napisu. Będzie więc składanie puzzli. Trzeba będzie każdy kawałek przymocować do jakiejś podstawy, aby wszystko trzymało się całości. Krzyż został połamany, ale nie został bezpowrotnie stracony.

20 stycznia 2007 - przechadzka po parku i kolejne ponure odkrycie - znikły dwa ostatnie krzyże. Jeszcze dwa tygodnie wcześniej były. Nie sądzę, aby zostały skradzione z biedy, bo nie ma co dzieciom dać jeść. Krótkie śledztwo. Wszystko wskazuje na to, że to robota jednego z okolicznych pijaków, który potrzebował gotówki na wódkę. Ciężar większego krzyża, to powyżej 100 kg, żeliwo. Na kilka butelek wódki starczy. Jak to skomentować? Jaki z nas naród? Zgłosiłem kradzież na policję. Obejrzeli miejsce, spisali protokół. Po kilku dniach pisemko, że prokuratura odmawia zajęcia się tą sprawą.